Wywiad z Krzysztofem Bartosiakiem oraz Hanną Grobelną

Rozmawiamy z liderami okręgu IV: Krzysztofem Bartosiakiem i Hanną Grobelną.

Jak to się stało, że zostaliście społecznikami?
Krzysztof Bartosiak: Brać czynny udział w życiu społecznym lubiłem od zawsze. Jeszcze w szkole podstawowej należałem do harcerstwa, byłem ministrantem, czynnie uprawiałem sport. Lubiłem też pomagać ludziom – z ukrycia. Inspiracją był program telewizyjny ,,Niewidzialna Ręka”, który zachęcał młodzież do pomocy ludziom w tajemnicy przed nimi. Bardzo spodobała mi się ta formuła. Potajemnie odgarniałem śnieg z chodnika, nosiłem opał pod drzwi starszych ludzi lub już mniej potajemnie biegałem po zakupy schorowanemu sąsiadowi. W wieku 14 lat straciłem mamę i stałem się nagle dorosły. Po szkole pracowałem, a wieczorami pomagałem tacie i młodszemu rodzeństwu. W ostatnich latach do aktywności społecznej zmobilizował mnie sposób, w jaki miasto potraktowało naszą dzielnicę: zostaliśmy odcięci od przystanku autobusowego płotem szpitala. Wracając z pracy, musiałem nadkładać ok. 1,5 km drogi. Nadzieją były plany powstania linii tramwajowej, która mogłaby połączyć nasze osiedla z miastem. Spotkało mnie jednak wielkie rozczarowanie! Linia owszem powstanie, ale nie będzie doprowadzona do naszych osiedli. Przy nich będzie tylko nowa zajezdnia, ale pętla tramwajowa powstanie od strony CH M1. Aby to zmienić, stworzyliśmy Grupę Inicjatywną Przystanek Folwarczna.
Hanna Grobelna: Nigdy nie czułam się społecznikiem, choć od dzieciństwa staram się pomagać ludziom. Wydaje mi się to tak naturalne jak oddychanie. Taką postawę odziedziczyłam po rodzicach, którzy zawsze wspierali potrzebujących, i to oni zarazili mnie chorobą genetyczną o nazwie „pomagaj innym i nie oczekuj za to nagrody”. Gdy miałam dziewięć lat, wstąpiłam do harcerstwa. Trafiłam do drużyny, w której nikt nie wymagał od nas oddania socjalizmowi. Po cichu kultywowaliśmy tradycje Szarych Szeregów i wzajemnej pomocy. To wszystko wykształciło we mnie to, co teraz nazywa się społecznictwem. Z Grupą Inicjatywną Przystanek Folwarczna połączyły mnie wspólne problemy naszego osiedla, których ani władze miasta ani Rada Osiedla nie potrafiły rozwiązać. Stworzyliśmy Stowarzyszenie, które wystawia w tych wyborach tak wielu dobrych kandydatów do Rady Miasta Poznania.

Co jest najważniejsze w Waszej działalności? Co powoduje, że poświęcacie swój wolny czas?
Hanna: W mojej działalności najważniejsza jest praca zespołowa i zespołowa skuteczność. Nie ma większej satysfakcji jak usunięcie jakiegoś problemu sąsiadów i współobywateli, czy jest to usunięcie awarii kanalizacji w Kompanii Piwowarskiej, która powodowała fetor na całym osiedlu Przemysława, czy naprawa pieca c.o. w domach socjalnych, czy w końcu najistotniejsza – pierwsza w Poznaniu uchwała obywatelska. Budowa Nowej Folwarcznej będzie naszym największym sukcesem i motorem do następnych działań. Nie liczy się czas i inne nakłady własne, bo to co robimy, robimy też dla siebie. To jest taka społeczna prywata. Ale „nie chwalmy dnia przed zachodem słońca”, bo pieniędzy na tą inwestycję jeszcze nie ma!
Krzysztof: Dla mnie najważniejsi są ludzie. Ci zwykli, którzy nas otaczają, bo przecież czuję się jednym z nich. Miasto to takie większe osiedle. Troski i kłopoty, które dotyczą zwykłego Nowaka z osiedla, przekładają się na problemy wielu Nowaków. Dlatego można powiedzieć, że my – mieszkańcy różnych osiedli Poznania – tworzymy jeden organizm.

Jak scharakteryzowalibyście kandydatów z Waszej listy?
Krzysztof: Listę naszego okręgu tworzą ludzie oddani drugiej człowiekowi! Dali się oni poznać jako doskonali społecznicy, bez reszty poświęcający się temu, co lubią, czyli pracy z ludźmi i dla ludzi. Przedstawię część z nich. Zacznę od Hanny. Kocha ludzi i zwierzęta, ważny jest dla niej los wszystkich opuszczonych istot, dlatego angażuje się w sprawę optymalnej i niekonfliktowej lokalizacji nowego schroniska dla zwierząt oraz w przyspieszenie budowy szpitala dziecięcego w Poznaniu, doskonała organizatorka, rzutka i konsekwentna w działaniu, uparta, a jednocześnie dobra negocjatorka!
Hanna Witkowska – otwarta i miła, łatwo nawiązuje kontakt z drugą osobą, bezkonfliktowa, ale też dociekliwa, nie odpuszcza. Potrafi się przeciwstawić bezmyślnym inwestycjom (plac zabaw dla dorosłych).
Piotr Kaczmarek –„Pomysłowy Dobromir”, błyskawicznie znajduje rozwiązanie każdego problemu, robi to z humorem i wdziękiem osobistym, nikt mu nie dorówna w zbiórce na kościelną tacę i negocjacjach z urzędnikami, dotyczących spraw Zielińca (wodociąg, droga)!
Katarzyna Czarnecka – nasza księgowa. Wyciśnie z delikwenta każdą zaległą składkę, jednocześnie ze stoickim spokojem wszystko rozpisze po stronie przychodów i rozchodów, przecież „bilans musi wyjść na zero”!
Joanna Marciniak – potrafi doradzić w trudnych chwilach, jak trzeba to pocieszy i pomoże!
Robert Waraczewski – zawsze gotowy do poświęceń, nasz człowiek od akcji plakatowych, swoim spokojem potrafi zmylić przeciwnika.
Bartosz Rozynek –młody adept działalności społecznej. Doskonale dogaduje się ze starszymi osobami i z dziećmi. Jest ministrantem w Antoninku. Ma zadatki na doskonałego społecznika, a może i nawet polityka !
Ogólnie są to ludzie zaprawieni w niejednej potyczce z urzędnikami. Naprawdę warto na nich postawić!

Co trzeba zmienić w Poznaniu?
Krzysztof: W naszym mieście trzeba zmienić mentalność urzędników, a jak będzie to niemożliwe – ich samych! Uważam, że ,,zasiedzenie” szkodzi im samym, a przede wszystkim temu miastu. Nawyki, które utrwalają się po pewnym czasie u tej grupy, powodują zatrzymanie rozwoju miasta i jego wyludnianie!

O co przede wszystkim będziecie walczyć jako radni?
Hanna: Jako radna nie będę walczyć z osobami, lecz z głupotą i bezmyślnością. Chcę pracować ponad podziałami, skupić się na dobrych projektach i nie robić polityki, tylko współpracować z ludźmi. Może to idealistyczne, ale mimo 58 krzyżyków na karku w tym względzie nic się nie zmieniło. Uważam, że tylko współpraca na różnych poziomach władzy pomoże nam np. poprawić warunki lokalowe poznańskich szpitali dziecięcych. Chciałabym doprowadzić też do skanalizowania wszystkich części miasta. Koniec z szambem w sensie dosłownym i w polityce. Zawsze mówiono mi „nie rób drugiemu, co tobie nie miło”. Nie twórzmy ludzkiego i zwierzęcego getta na Darzyborze. Mieszkania socjalne można budować też w innych częściach miasta, a schronisko dla zwierząt nie powinno mieścić się między torami towarowej linii kolejowej WZ. To moje priorytety na dziś.
Krzysztof: Przede wszystkim o to, by głos zwykłych mieszkańców był bardziej słyszalny na Placu Kolegiackim. By to mieszkańcy decydowali o swoim losie, a nie tak jak dotychczas pewne uprzywilejowane grupy, powiązane przy różnego rodzaju inwestycjach miejskich. Poszukam w Radzie Miasta ludzi myślących podobnie jak ja, by ponad podziałami klubowymi wypracować płaszczyznę porozumienia. Będę mecenasem młodzieży,bo zdolna młodzież nie może opuszczać tego miasta. Ona powinna tutaj pozostać, zakładać rodziny i zwyczajnie żyć! Będę prosił seniorów, by swym doświadczeniem wspierali młodych ludzi. Leży mi też na sercu komunikacja, która przez tworzenie wciąż nowych spółek czy innych podmiotów, traci swą renomę w naszym kraju. Brak wizji, kompetencji, a niekiedy bezmyślność powodują odpływ coraz większej liczby pasażerów. Odpływ ten powoduje coraz wyższe koszty utrzymanie komunikacji publicznej, co w konsekwencji może doprowadzić do bankructwa i utraty pracy przez znaczą część poznaniaków.

Dziękujemy za rozmowę.