Wywiad z Aleksandrą Sołtysiak-Łuczak oraz Romanem Modrzyńskim

Rozmowa z liderami okręgu II: Aleksandrą Sołtysiak-Łuczak i Romanem Modrzyńskim

Jak to się stało, że zostaliście społecznikami?
Aleksandra Sołtysiak-Łuczak: Dla mnie nie było momentu przełomowego. To rodzice swoją działalnością pokazali mi taki model życia, że po pracy robi się też coś dla ludzi. W Poznaniu zaangażowałam się w ruchy społeczne w 2005 roku i nadal działam. Współinicjowałam powstanie Porozumienia Żłobkowego, które zatrzymało prywatyzację żłobków publicznych i dofinansowało dzieci uczęszczające do żłobków niepublicznych. Od początku zaangażowałam sie także w plac Asnyka. Protestowałam i protestuję przeciw wybrukowaniu tego miejsca. Plac zabaw nie ma być secesyjnym placem kostki brukowej, tylko przestrzenią, która sprzyja integracji, zabawie dzieci oraz odpoczynkowi seniorów.
Roman Modrzyński: Trudno powiedzieć, gdzie był początek. Myślę, że to siedziało we mnie i wyszło, gdy funkcję gospodarza w czasie Euro 2012 pełnili zwykli ludzie, a ja byłem jednym z nich. Potem zacząłem działalność w klubie Honorowych Dawców Krwi przy MPK Poznań: organizowałem akcje i propagowałem krwiodawstwo. Następnie Klub Krąg i WOŚP, a wreszcie 25 Dni Łazarza i tytuł Przyjaciel Łazarza. Ten tytuł to dla mnie paliwo do dalszego działania.

Co jest najważniejsze w Waszej działalności? Co powoduje, że poświęcacie swój wolny czas?
Aleksandra: Mam dosyć tego, że Poznań jest prowadzony bez wizji, a inwestycje traktowane są tylko jako inwestycje w wielkie budowle. Nie ma inwestowania w mieszkańców, tych małych i tych dużych. Proszę zwrócić uwagę, że Poznań w ogóle nie wykorzystał środków rządowych z programu Maluch na utworzenie żłobków publicznych. Program ten zwraca 80% kosztów utworzenia takiej placówki. Wkurza mnie ignorancja prezydenta w kwestii opieki nad dziećmi. Doskonale pamiętam, gdy sposobem dostałyśmy się na rozmowę i Ryszard Grobelny stwierdził, że na stadionie jest sporo miejsca dla dzieci! Szkoły i przedszkola są poza jego zainteresowaniami. W tych ostatnich miasto nie inwestuje w zajęcia dodatkowe, one są sfinansowane z rządowych środków. Miasto nie wnosi nic – nie inwestuje w edukację i rozwój naszych dzieci.
Roman: Najważniejsi są dla mnie inni ludzie, staram się im pomagać, jak umiem najlepiej.

Jak scharakteryzowalibyście kandydatów z Waszej listy?
Aleksandra: Wszyscy nasi kandydaci są kompetentni i działają z pasją. Znają problemy Jeżyc, Łazarza, Ogrodów i starego Grunwaldu, bo od wielu lat są zaangażowani w życie swoich dzielnic. Reprezentują też różne dziedziny życia. Nasza lista składa się w większości z pań. Wśród naszych kandydatek mamy panią dr Hannę Brendel, ekspertkę od rewitalizacji, zaangażowaną w stowarzyszenie Piękne Jeżyce, panią dr Maję Brzozowską-Brywczyńską, zajmującą się szeroko rozumianą przestrzenią miejską dla dzieci; Mirosławę Bączyk – dyrektorkę żłobka na Ogrodach, która trzy razy zatrzymała próby jego likwidacji, Elżbietę Banaszak – położną i Karolinę Resińską-Miesiąc – obie działaczki Fundacji Polska jest Kobietą. Panów reprezentuje Michał Rapp, który jest przewodniczącym Rady Osiedla Jeżyce i przewodniczącym komisji kultury, socjolog dr Filip Schmidt, zaangażowany w Plac Asnyka, Jacek Podlewski – przedsiębiorca i ekolog oraz tu obecny Roman Modrzyński, motorniczy, mieszkaniec Łazarza, znający doskonale dzielnicę i jej potrzeby.

Co trzeba zmienić w Poznaniu?
Aleksandra: Moim zdaniem trzeba zmiany sposobu patrzenia na miasto. Miasto to nie tylko firmy i biznes (to oczywiście też jest bardzo istotne), najważniejsi w mieście są ludzie. Detroit – upadające miasto w USA, pokazuje zagrożenia związane z wyludnianiem. A w Poznaniu do procesu wyludniania dochodzi od lat. Jest to skutek braku polityki mieszkaniowej, braku mieszkań komunalnych, które byłby alternatywą dla drogich kredytów. Poznań powinien być przykładem, jak zapewnić rodzicom opiekę nad dziećmi. Powinien stworzyć sieć żłobków, przedszkoli i szkół w miejscu zamieszkania. Zatroszczyć się o świetlice, które miałyby program dydaktyczno-wychowawczy, a nie były tylko przechowalnią, i o stołówki ze zdrowym jedzeniem. Nasze fyrtle powinny być traktowane jako zielona przestrzeń sprzyjająca spotkaniom ludzi i integracji sąsiedzkiej. Tego wszystkiego w Poznaniu brakuje.
Roman: Najważniejsze, żeby ludzie poczuli się gospodarzami tego miasta.

O co przede wszystkim będziecie walczyć jako radni?
Aleksandra: Moim celem jest praca w komisji zdrowia i polityki społecznej. Prace tej komisji dobrze znam, bo często w nich biorę udział jako strona społeczna, oraz w komisji kultury i oświaty. To są dla mnie najważniejsze zagadnienia. Chcę inwestować w dzieci i młodzież, ale także dbać o seniorów. Jestem przeciwnikiem prywatyzacji i komercjalizacji szpitali i przychodni.
Roman: Chciałbym działać na rzecz Poznania jako miasta zielonego, poprawy komunikacji miejskiej, mieszkań dla wszystkich bez konieczności brania kredytów, lepszej organizacji szkół, przedszkoli i żłobków, m.in. żeby były blisko siebie. Jako radny z Łazarza popierałbym dalszy rozwój tej dzielnicy jako dzielnicy artystycznej. Działa tu już Galeria Raczej, Galeria Lectwo, Kawex. Przy wparciu ze strony miasta mogłyby powstać kolejne miejsca promujące sztukę. Mam też wizję spółdzielni socjalnych, które zatrudniałyby osoby niepełnosprawne i wykluczone społeczne. Należałoby tylko zobowiązać miasto i jego instytucje do odbioru ich produktów.

Dziękujemy za rozmowę i życzymy powodzenia.