Wudarski: zmieńmy Poznań kierując się „miastopoglądem”

Wiceprezydent Wudarski: Zmieńmy Poznań kierując się „miastopoglądem”

Seweryn Lipoński, Piotr Bojarski
12.12.2014 , aktualizacja: 11.12.2014 17:13
A A A Drukuj

PIOTR SKÓRNICKI

– Moja nominacja to dowód na niezależność Jacka Jaśkowiaka. Możemy zmienić Poznań, kierując się „miastopoglądem” zamiast światopoglądem – przekonuje Maciej Wudarski ze Stowarzyszenia Prawo do Miasta, nowy wiceprezydent Poznania
Artykuł otwarty
Seweryn Lipoński, Piotr Bojarski: Czuje się pan listkiem figowym w ekipie prezydenta Jacka Jaśkowiaka? Maciej Wudarski: Nie. Myślę, że powierzenie mi stanowiska było świadomą decyzją. Jestem też przekonany, że była to suwerenna decyzja prezydenta. Nie wynikała z nacisków PO. Propozycję dostałem w czwartek wieczorem.Prezydent zadzwonił? – Zadzwonił i powiedział, że chce mieć dwie opcje. Cały czas rozważał też rozwiązanie z Tomaszem Lewandowskim z SLD. W piątek, mając już moją zgodę, skonsultował to z władzami Platformy.Czyli nie został pan wymyślony, gdy było już jasne, że Lewandowski nie będzie wiceprezydentem? Obie kandydatury były rozważane równolegle?

– Z tego, co wiem, to tak. Trudno, żebym nie ufał prezydentowi. Zapewniał mnie, że rozmawiał w tej sprawie z Rafałem Grupińskim [szefem wielkopolskiej PO – red.] i też otrzymał wolną rękę.

Propozycja dla pana wywołała euforię w stowarzyszeniu?

– Mamy szansę na realizację naszych postulatów. Nie tylko Prawa do Miasta, ale w ogóle ruchów miejskich. Nie będziemy się zamykać we własnym gronie. Chcę współpracować z całym zapleczem społecznikowskim. Także z osobami, które na razie wyrażają duży żal, że to ja dostałem propozycję. Nie wyobrażam sobie np. dyskusji o tramwaju na Naramowice czy o rezerwacie Żurawiniec bez udziału Anny Wachowskiej-Kucharskiej, która działa w tamtejszej radzie osiedla.

Anna Wachowska-Kucharska, delikatnie mówiąc, nie była zachwycona pana nominacją. Na Facebooku napisała, że wyborcy jej i Lewandowskiego mogą czuć się „wyrolowani”. Wytykała też panu słaby wynik w wyborach. Znowu się państwo kłócą.

– Tylko niektórzy mają pretensje. Dostałem dla odmiany ponad 200 SMS-ów z gratulacjami. Mam nadzieję, że negatywne emocje wkrótce ustąpią. Szansa, jaką mamy, może prędko się nie powtórzyć. Jestem trochę zdziwiony, bo gdyby np. Jaśkowiak ostatecznie nie zdecydował się na mnie, to ja nie żaliłbym się. Następnego dnia byłbym u boku Jaśkowiaka jako społecznik. I zapytałbym: „Jacek, w czym możemy ci pomóc?”.

Czy na pewno? W rozmowie z „Wyborczą” przed wyborami mówił pan tak: „Nie widzę dla siebie miejsca w żadnej z poznańskich partii politycznych. To byłoby uwikłanie się w pewną politykę partyjną i wyraz akceptacji dla panującego od lat układu”. Teraz będzie pan uwikłany w układ z Platformą.

– Ale Jacek Jaśkowiak w kampanii wyborczej pokazał niezależność. Jego przekaz był nieco tylko zmodyfikowanym programem ruchów miejskich. Ja w to uwierzyłem. I chcę to wspólnie z nim realizować. Niektórzy zarzucają mi ambicje, walkę o stołki… Tak nie jest.

Pan odbiera swoją nominację jako przejaw niezależności prezydenta? A może wprost przeciwnie? Już słychać zastrzeżenia, że to PO dyktuje mu współpracowników.

– Jestem dowodem na niezależność i zaufanie Jaśkowiaka. Mogę tylko prosić i apelować, żeby teraz działać razem. Mam nadzieję, że PiS czy SLD nie będą np. głosować przeciw słusznym rozwiązaniom w sprawie Stadionu Szyca tylko z politycznych powodów. Nie wyobrażam sobie tego.

Ale tak się zdarza w polityce. W poznańskiej radzie miasta też.

– Za chwilę będziemy mieli do czynienia np. ze sprawą parku Rataje. Mam na ten temat poglądy zbieżne z poglądami Adama Pawlika z PiS. Intencja, żeby ten park w końcu powstał, jest bardzo silna i różnice między ugrupowaniami nie powinny tu mieć znaczenia. Jesteśmy wręcz skazani na współpracę.

Jako wiceprezydent ma pan się zajmować m.in. transportem. Chce pan priorytetów dla komunikacji miejskiej. Jak pan sobie to wyobraża w mieście, w którym poprzedni prezydent od lat stawiał na kierowców?

– To wielki problem i trudne zadanie. Ale mam pewne doświadczenie. W Krzyżownikach-Smochowicach, gdzie działałem w radzie osiedla, udało się wprowadzić strefę uspokojonego ruchu.

Kierowcy niechętnie patrzą na takie pomysły. Jak zamierza ich pan przekonać?

– Nie da się tego zrobić z dnia na dzień. Zmiana myślenia o komunikacji powinna się odbywać tak, żeby nie zrażać kierowców, tylko pokazać im, że to leży także w ich interesie.

Weźmy dokończenie ul. św. Wawrzyńca. To powinna być droga jednopasmowa. Na dwupasmową nie ma miejsca, nie zmieszczą się drogi rowerowe ani szpaler drzew. Trzecia rama komunikacyjna? Jej szacunkowe koszty to aż 9 mld zł. Jestem przeciwnikiem budowy nawet jej fragmentów w takim kształcie. Tworzenie miejskiej autostrady z wielopoziomowymi skrzyżowaniami, na które naprawdę nas nie stać, jest bez sensu.A jakich zmian mogą się spodziewać pasażerowie komunikacji miejskiej? Szef ZTM mówi, że chętnie obniży ceny biletów. To chyba panowie się dogadacie? – Mam nadzieję. Jestem zwolennikiem sensownych systemów lojalnościowych typu „im więcej jedziesz, tym mniej płacisz”. Chcę też zadbać, żeby komunikacja miejska była sprawna i szybka. Potencjał jest. W mojej okolicy, po integracji taryfowej z Rokietnicą, autobus na Ogrody w szczycie jeździ co 5 min, a poza szczytem co 10 min. Działa to fantastycznie.To kiedy możemy się spodziewać niższych cen? – Dziś nie jestem w stanie tego zadeklarować. Przede wszystkim liczę na zupełnie inną formułę pracy urzędu niż do tej pory. Wszystkie strony rozmów muszą być równoprawne. Nie może być tak, że społecznicy bezskutecznie próbują dobić się do jednego czy drugiego dyrektora, aby cokolwiek uzgodnić.

Co pan zrobi z ul. Jana Pawła II? Tam ma powstać trzeci pas. Zbuduje go firma Apsys budująca centrum handlowe na Łacinie. Za swoje pieniądze.

– Dokładanie tam trzeciego pasa w sytuacji, gdy o przepustowości ruchu w tej części miasta i tak decyduje rondo Śródka, jest bez sensu. Jeszcze nie myślałem, co z tym zrobić. Może uda się wynegocjować, że inwestor zrobi za te pieniądze coś innego dla miasta? Budowa dodatkowego pasa na ul. Jana Pawła II tylko niepotrzebnie zwiększy prędkość aut poza szczytem, oznacza też większy hałas, spaliny i zagrożenie wypadkami.

Prezydent Grobelny zawsze tłumaczył, że takie rozwiązania pomogą rozładować ruch.

– Błędne podejście. Czy panowie pamiętają, jak wyglądała ul. Polska przed przebudową? Korek od skrzyżowania z ul. Dąbrowskiego sięgał do Bukowskiej. Teraz ulica ma dwa pasy ruchu, ale korek jest taki sam! Zamiast poszerzać ulice, na co już i tak za bardzo nie ma miejsca, powinniśmy dążyć do zmniejszenia liczby samochodów. Oczywiście nikomu nie można zabrać auta, ale można pokazać alternatywę. Czekam z niecierpliwością na opróżnienie pl. Kolegiackiego z samochodów. To pokaże, że władze miasta same też idą w tym kierunku.

Czy rozmawiał pan już z prezydentem Jaśkowiakiem o centrach handlowych? Zdaje się, że w tej kwestii mają panowie podobne zdanie.

– Nie da się zamknąć centrów, które już działają. Nie da się też zabezpieczyć Poznania przed kolejnymi obiektami tam, gdzie jest już uchwalony plan miejscowy i teren ma prywatnego właściciela. Za to są tereny miejskie, które zabezpieczyć można. Np. miejsce za stadionem przy ul. Bułgarskiej. Część tego terenu jest przeznaczona pod budowę centrum handlowego. To bardzo zły pomysł, który zresztą zakłada też budowę wspomnianej III ramy w tym rejonie. Tam powinna być zieleń, sport i rekreacja.

A żużel na Golęcinie? Przed wyborami zdecydowanie odrzucał pan ten pomysł, tymczasem trwają już pierwsze prace na stadionie w ramach projektu „Sportowy Golaj”.

– W zarządzie miasta mamy podzielone zdania na ten temat. Wiceprezydent Jakub Jędrzejewski uważa, że na Golęcinie powinien być żużel. Ja uważam, że nie. Prace, które się zaczęły, nie dotyczą jeszcze samego toru żużlowego. Toczy się postępowanie przed Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska. Może np. okazać się, że konieczne są 15-metrowe ekrany akustyczne. Skąd inicjatorzy „Sportowego Golaja” wezmą na to pieniądze? Ten projekt można porównać do czegoś, co powstało niezgodnie z miejscowym planem zagospodarowania. Jest mi przykro, bo moim zdaniem miłośnicy żużla zostali wpuszczeni w maliny.

Nie ma pan wrażenia, że jeśli ten żużel jednak na Golęcinie powstanie, to sprzeniewierzy się pan własnym wyborczym obietnicom?

– Prezydent Jaśkowiak twierdzi, że należy szukać kompromisu. Moim zdaniem to niemożliwe. Jeżeli rozstrzygnięcia RDOŚ będą korzystne dla żużla i prezydent się zgodzi, to będę musiał zadecydować, czy chcę dalej uczestniczyć w takim zarządzie.

Cały czas słyszymy, że zagłosowało za tym 13 tys. ludzi w budżecie obywatelskim. Ale czy ktoś zapytał o to tych, którzy tam mieszkają? Mówimy tu o 20-30 tys. mieszkańców Strzeszyna, Sołacza i Ogrodów. To oni są w zasięgu oddziaływania toru.

Doprecyzujmy. Jeśli żużel tam powstanie, to powie pan: dziękuję, nie chcę już być wiceprezydentem?

– Taka możliwość jest. Jednak wierzmy w siłę wzajemnego przekonywania.

Zapewne trafi do pana wniosek społecznego komitetu, który chce postawić 12-metrowy pomnik Wdzięczności nad Maltą. Jest pan za czy przeciw?

– Zdecydowanie przeciw. Chodzi o lokalizację, a nie samą ideę. Znam zapisy planu miejscowego, opinie prawników i wiem, że obecnie ten pomnik nad Maltą powstać nie może. Jeśli znajdzie się inna lokalizacja, w której pomnik wkomponuje się w przestrzeń…

Miasto wskazywało m.in. Łęgi Dębińskie.

– Dlaczego to musi być w przestrzeni zielonej? Może jest inne miejsce wśród zabudowy.

Wydawało się, że społecznicy w tych wyborach niewiele zdziałają. Zwłaszcza po głośnych podziałach. Tymczasem Prawo do Miasta ma i radnego, i wiceprezydenta. To sukces?

– Odpowiem za cztery lata. Bo to ogromne wyzwanie. Zarówno przed radnym Tomkiem Wierzbickim, jak i przede mną. Nasze zaplecze to ok. 50 osób, które są doskonale przygotowanie merytorycznie. Jakie to przyniesie efekty? Zobaczymy. Jeśli się okaże, że te cztery lata pójdą na marne i realizacja naszych pomysłów będzie szła topornie, bo np. będą duże protesty społeczne, to będzie porażka. Ale widzę ogromną szansę, żeby zapoczątkować istotne zmiany w Poznaniu.

Chciałby pan zostać w polityce na dłużej?

– Nie chciałbym czuć się politykiem…

Jako wiceprezydent już pan nim jest.

– To inaczej: nie chciałbym brać udziału w takiej polityce, jak we wtorek na sesji rady miasta [kluby radnych godzinami negocjowały składy komisji i próbowały wzajemnie odebrać sobie stanowiska przewodniczących – red.]. To nie jest merytoryczne. Gdyby miało się okazać, że pomysły zgłaszane przez prezydenta są poddawane takiej grze politycznej, to nie chciałbym brać udziału. Ta kampania wyborcza pokazała wyraźną chęć wszystkich środowisk do zmian w mieście. Możemy zmienić Poznań w sposób niepolityczny, kierując się „miastopoglądem” zamiast światopoglądem. Traktuję to jako zadanie do wykonania, a nie element kariery politycznej.

Rozmawiali Seweryn Lipoński I Piotr Bojarski

Zródło: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,17117206,Wiceprezydent_Wudarski__Zmienmy_Poznan_kierujac_sie.html#ixzz3Liz1CJVf