Lech Mergler: Jacek, Poznań = miasto wyczerpane

Prezes Prawa do Miasta Andrzej Białas: zwyciężyliśmy!

Jacek, Poznań = miasto wyczerpane

Dlatego wygrałeś. Przez nokaut. Wspaniale. Żadne gadki-szmatki, że fuks, że przypadek, ktoś się pomylił, był mróz, taki klimat, czy co tam… Poznań, my poznaniacy (a My-Poznaniacy już cztery lata temu) powiedzieli dobitnie: mamy naprawdę dość, zdecydowanie chcemy zmiany!

Nie pomogła pokrętna sofistyka posła Dziuby i skomplikowane wygibasy PiSu, poparcie kłamstwami posła Gowina z Markiem Jurkiem, ani apel Ojca dyrektora (???), podchody pod arcybiskupa i kokietowanie kibiców, szukanie na Ciebie haków, obelgi (intencjonalnie), że Jaśkowiak to skrajna lewica, „lewak” po prostu. Nawet kilkanaście procent wyborców Grobelnego przeniosło głosy na Ciebie.

Ale wcześniej nie było wcale jasne, że Poznań chce zmiany. Zdaniem „badaczy”, szeroko kolportowanym przez media, wcale zmiany nie chciał. Nie chciał jakoby od dawna, ponieważ chciał ŻEBY-BYŁO-TAK-JAK-JEST. A Poznań tymczasem został po prostu sprytnie przekonany, a raczej „autorytety” wmówiły nam, że żadna istotna zmiana nie jest możliwa, w żaden sposób. Dopiero kiedy ogłoszono wyniki I tury wyborów prezydenckich, stało się jasne, że jest dokładnie odwrotnie. Okazało się, że zmiana nie tylko jest przez większość pożądana, ale całkiem realna, na wyciągnięcie ręki. Tylko trzeba było tę rękę zdecydowanie wyciągnąć.

Czego mamy dość? Niemocy, która obezwładnia. Niemocy naszego miasta, a ściślej władz jego, wobec spraw najprostszych, których nikt nie potrafi załatwić. A cóż dopiero zadań złożonych. Niemocy, kiedy wola społeczna odbija się od muru niechęci/niedasizmu/obojętności urzędu miasta, zajętego jakimiś swoimi sprawami. Co to jest za problem uratować przed likwidacją kładkę pieszo-rowerową między Starołęką a Dębiną? Zrobić przejście dla pieszych na Moście Dworcowym? Pogonić pijane penerstwo ze Starego Rynku? Zamknąć hałaśliwą i nielegalną dyskotekę? Zrobić plan miejscowy dla Stadionu Szyca, żeby uchronić go przed zabudową? Posprzątać miasto? Wyrównać chodniki? Wziąć za twarz paru gangsterów, zatruwających życie ludziom, których mieszkania chcą zająć? Jeśli takie głupoty są nie-do-rozwiązania, to co się dziwić cyrkowi z PEKĄ, przepłaconym o setki milionów inwestycjom wlokącym się nawet dwa razy dłużej niż plan zakładał i do tego nietrafionym? Ile energii, czasu, pieniędzy, publicznych i prywatnych marnuje się w naszym mieście z powodu tej obezwładniającej niemocy? Niepotrzebnego walenia głową w mur w sprawach oczywistych, które powinny rozwiązywać się niemal same…

Myślę jednak, że źródło stanu wyczerpania naszego miasta leży także gdzie indziej. Nie tylko bierze się ono ze zmęczenia zwykłą nieudolnością władz w sprawach małych, średnich i dużych. Także z tego, że nie ma na nasze miasto pomysłu, idei, która dałaby się przełożyć na praktykę. I przełożyć na widzialne pożytki mieszkańców.

Ostatnią taką ideą było Euro2012, jubel na dwa tygodnie, mocno ekscytujący dla wielu poznaniaków, ale na który trzeba było pracować kilka lat przed i kilka po, a długi przyjdzie spłacać parę razy dłużej. Teraz (do wczoraj 😉 jest nią niby nowa kasa z UE – głabniemy i będzie nasza, a potem efektownie wydamy te miliardy. Pod warunkiem, że będziemy mieć trochę, aby włożyć. Bo żeby wyjąć trzeba włożyć. Idea wydania kolejnych miliardów, bo będą w zasięgu ręki, nikogo, poza bezpośrednimi operatorami takich kwot, nie podnieca. Bo pierwotne są pytania: czego chcemy, czego potrzebujemy, co jest dla nas ważne, żeby na to wydać pieniądze. A tu posucha, albo próżnia zgoła, nie ma na te pytania składnych, kwalifikowanych i formalnych odpowiedzi.

To nie tak, że my, lud Poznania nie mamy potrzeb, nie wiemy czego chcemy itd. Rzecz w tym, żeby to czego chcemy i czego potrzebujemy, ułożyć w program dla miasta, program realistyczny ale porywający, z którym będziemy mogli się identyfikować, bo będzie nasz. I wszystkich zmobilizuje, i urząd, i władze, i polityków, i biznes, i mieszkańców. Takiego programu nie było, nie ma zdefiniowanej perspektywy realnej „zmiany na lepsze”, w którą szeroko mieszkańcy mogliby się wpisać. W taki sposób, żeby ich znaczące potrzeby i problemy w tym programie znajdowały rozwiązanie. Przeciwnie –jesteśmy miastem wyczerpanym, bo niemal nikt na taki program nie liczył, nie wierzył w możliwość jego pojawienia się i korzyści stąd płynące. Mieliśmy się cieszyć, tym co jest, a nie jest najgorzej, więc o co chodzi? Urząd ogłaszał jakieś kwity, ale nikt tego nie czytał i nikogo to nie obchodziło, bo z nich mało co albo i nic nie wynikało, a czasami wynikało coś wprost przeciwnego niż było zapisane…

Taka perspektywa, że nie jest w Poznaniu najgorzej, więc nie ma powodu, by coś zmieniać, właśnie rozsypała się w pył! Poznaniacy chcą innego miasta, bardziej cywilizowanego, europejskiego a nie azjatyckiego, z jego nieobliczalnym żywiołem. Bardziej poukładanego, zaplanowanego, a nie rządzonego „wolną amerykanką” tych, którzy mają więcej pieniędzy i władzy, i walczą tylko o swoje, rozwalając wszystko dookoła. Wizja takiego miasta została sformułowana, nie tylko w zarysie, zresztą nawet upadający prezydent zaczął się pod nią w desperacji podpisywać. Teraz będzie przekładana na program realizacyjny, co trochę potrwa.

Dlatego tak ważne dla podtrzymania naszego zapału, wiary w NOWE OTWARCIE, są obecnie choćby NIEDUŻE, ALE WYRAŹNE OZNAKI ZMIANY. Nie chodzi o to, żeby jakichś dygnitarzy miejskich efektownie wypieprzyć z roboty. Ale na przykład o to, żeby przynajmniej niektórzy z nich musieli dojeżdżać do pracy tramwajami, bo nimi zarządzają, najwyraźniej zza biurka (co zresztą prezydent zapowiedział dziś w radiu Merkury). „Oznaki zmiany” nie zastąpią głębokiej transformacji sposobu i kierunków rozwoju miasta, ale uwiarygodnią intencje oraz pomogą wyzwolić tę wielką energię, która jest w naszym mieście, a która w części była uśpiona, a w części marnowana przez konieczność walenia głową w mur.

Ta energia uruchomi się tym sprawniej, im szybciej i naoczniej przekonamy się, że terazjesteśmy w Poznaniu bardziej u siebie. Wtedy jeszcze bardziej niż wczoraj, kiedy głosowaliśmy na Ciebie Jacek, zechce nam się chcieć.

Lech Mergler

Tekst po raz pierwszy ukazał się na blogu http://lechmergler.blogspot.com/2014/12/jacek-poznan-to-jest-miasto-wyczerpane.html