GW: „Prawo do Miasta chce zmiękczyć Poznań”

– Chcemy zmienić ton debaty w Poznaniu. Nie rozmawiajmy tylko o wielkich inwestycjach w infrastrukturę, ale także o inwestycjach „miękkich” – w dzieci, rodzinę, niepełnosprawnych – apeluje Aleksandra Sołtysiak-Łuczak z koalicji wyborczej „Prawo do Miasta”.

W niedzielę w południe, przed wejściem do parku Wilsona, członkowie „Prawa do Miasta” tłumaczyli, jak powinno wyglądać „miękkie” miasto. – W takim mieście powinny rządzić dzieci. Mówienie w taki sposób może być tanim populizmem, ale w Poznaniu żyje 90 tys. dzieci i każde z nich ma prawo do miasta. Chodzi np. o prawo do przestrzeni, czyli bezpiecznych placów zabaw, parków czy szerokich chodników. Ale dzieci muszą też istnieć w przestrzeni politycznej. Trzeba wykorzystać ich potencjał – tłumaczyła dr Maja Brzozowska-Brywczyńska, socjolożka badająca przestrzeń miasta pod kątem potrzeb dzieci.

Na schodach przed parkiem Wilsona pojawiły się głównie kobiety kandydujące z list PdM do rady miasta. Podkreślały konieczność przeznaczenia większych pieniędzy z miejskiej kasy na żłobki i przedszkola. – W większym stopniu niż obecnie trzeba dofinansowywać żłobki niepubliczne. Poznań musi też lepiej korzystać z rządowego programu „Maluch”, dzięki któremu można odzyskać aż 80 proc. kosztów związanych z prowadzeniem żłobka – twierdzi Sołtysiak-Łuczak. Z kolei Dorota Bonk-Hammermeister proponuje, jak poprawić sytuację poznańskich przedszkoli: – Po ostatnich zmianach państwo dopłaca do zajęć dodatkowych. Tyle że rządowej kasy jest mało, więc w efekcie zamiast dwóch godzin angielskiego w tygodniu dzieci uczą się pół godziny. Samorząd powinien zwiększyć pulę pieniędzy na zajęcia dodatkowe. Koniecznie trzeba też zadbać, by dzieci bezpiecznie mogły dojść pieszo lub dojechać rowerem do przedszkola.

Karolina Wodziwodzka ma za to kilka prostych pomysłów, jak ulepszyć Poznań. To np. toalety dla dzieci i kobiet w ciąży w miejscach publicznych. – Chociaż kilka rowerów miejskich powinno mieć też foteliki, dzięki którym mogliby z nich korzystać także rodzice z małymi dziećmi – zaznacza.

Członkowie PdM zwracali też uwagę na potrzeby osób niepełnosprawnych. Całe spotkanie było tłumaczone na język migowy, co miało pokazać, że w PdM myślą też o osobach głuchoniemych. Ale nie tylko. – Mam dziecko z zespołem Downa. Takie rodziny spycha się na margines. Miasto nie organizuje zajęć integracyjnych z dziećmi „zdrowymi” – żaliła się Iwona Sławek.

http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,16830713,Prawo_do_Miasta_chce_zmiekczyc_Poznan.html